Jedną z nielicznych kwestii, co do której wśród Wolnościowców nie ma zgody, jest stosunek do ochrony intelektualnej, patentowej oraz piractwa.
Pominę tutaj fakt, że nie ma ponoć dowodów na korzyści netto dla gospodarki, płynące z ochrony własności intelektualnej. Nie jestem statystykiem i nie mam potrzebnych do tego danych, a chciałbym wierzyć, że siła naszych rozważań ideologicznych polega na wyciąganiu wniosków z jak najogólniejszych przemyśleń i obserwacji. Takie podejście daje szanse na rozumowanie nie skażone rozpowszechnionymi w ostatnim stuleciu przesądami.
A więc na początek posłużmy się fantazją:
wyobraźmy sobie, że na orbicie okołoziemskiej pojawia się wreszcie Arcypankrator Wszechkosmobytu i w swojej bezkresnej łaskawości wyczarowuje z powietrza po telewizorze, pralce i... nie wiem... czerwonej koparce dla każdego Ziemianina. Nie muszę, chyba pytać, czy byłaby to strata czy zysk dla świata?
Oczywiście, że byłoby to ogromne poszerzenie bogactwa na świecie, nawet pomimo nieuchronnej zapaści w sektorach produkcji telewizorów, pralek oraz koparek.
Mam nadzieję, że potrafimy to bez problemu dostrzec w przypadku koparki: nagle całe mnóstwo ludzi może sobie wykopać studnię, ułatwić prace budowlane itd. Dużo więcej zostanie zrobione. Ale co w przypadku dóbr konsumpcyjnych? O ile jeszcze pralka, poprzez oszczędzanie czasu, służy zwiększeniu produktywności, to trudniej nam dostrzec zysk w przypadku telewizorów, których funkcja jest dokładnie odwrotna. A więc spójrzmy na to tak: 99% ludzi zrezygnuje z kupna telewizora (1% to marudy, którym nie podoba się ten model) i środki, które zamierzali nań przeznaczyć, zostają UWOLNIONE na inne cele.
Tym, którzy właśnie protestują: "Ależ Piotrze, ty utopijny fantasto oderwany od rzeczywistości! Przecież to jest rozumowanie nierzeczywiste, dobra w przyrodzie nie pomnażają się same z siebie!" zwracam uwagę, żeby zastanowili się, jak w takim razie działa rolnictwo, a jeszcze lepiej: zbieractwo. Czy nie jest możliwe, żeby koło jednej jabłoni sama z siebie wyrosła druga, identyczna? A przecież można by argumentować, że przyczyni się to do spadku cen jabłek, zysków sadowników i uderzy w gospodarkę.
Każde poprawne rozumowanie powinno być prawidłowe niezależnie od skali, zatem skoro zmniejszenie niedostatku dóbr jest pożądane, to korzystne byłoby również jego ZLIKWIDOWANIE. Tzn: sytuacja byłaby opłacalna nawet, gdyby kosmici zapewnili dostawy teoretycznie nieskończone i na zawsze.
A więc, skoro pomnożenie dóbr, a nawet likwidacja ich deficytowości byłaby korzystna, to zdajmy sobie sprawę, że dokładnie taką funkcję spełnia piractwo!
I analogicznie do naszego przykładu: pozwala bardzo wielu ludziom korzystać z narzędzi służących zwiększaniu produktywności (oprogramowanie), jak i uwalnia środki, które byłyby inaczej przeznaczone na bezproduktywną konsumpcję (muzyka, filmy i gry).
Oczywiście: to nie oznacza AUTOMATYCZNIE, że piractwo jest czymś dobrym! Konkluzja, że piractwo nie jest globalnie niekorzystne, nie oznacza że jako społeczeństwo nie możemy z nim walczyć! Jeżeli, dla "dobra społecznego" (jakkolwiek byśmy je aktualnie rozumieli) zakazujemy niektórych zachowań korzystnych dla jednostek (prostytucja, posiadanie broni), to BYĆ MOŻE powinniśmy też zakazywać zachowań globalnie korzystnych, ale uderzających w jednostkę (producenta, autora)... Ale nie mówmy, że robimy to dla dobra gospodarki!
Ale o tym, czy ochrona "własności intelektualnej" ma jakiekolwiek podstawy etyczne - innym razem.
--
Podobał Ci się ten wpis? Być może zainteresuje Cię Ten O Wspólnym Pastwisku lub Ten Hip-hopowy
End America's Drug War -- A Lesson from Portugal
-
We've all heard the arguments against drug legalization: It would be
anarchy! Americans would ingest dangerous substances wildly! They would
randomly com...
3 godz. temu
9 komentarze:
Ulegasz złudzeniu. Jako komentarz: http://www.youtube.com/watch?v=TqfbcNQUVbQ
Nie widzę związku. Mit zbitej szyby traktuje o zmniejszeniu bogactwa przez zniszczenie jakiegoś dobra materialnego, natomiast piractwo polega na replikacji - skopiowany obiekt nie zastępuje poprzedniego, nie niszczy go, ani nie odbiera mu żadnych właściwości.
Nie płaćmy, również za produkty piekarzom, niech pracują za darmo. Z pewnością wtedy będą piec coraz lepsze pieczywo i w większej ilości a dodatkowo liczba samych piekarni wzrośnie!
@Had Przecież nikt Ci nie broni wypiekać sobie własnych bułek. Piekarze jakoś przez to nie czują się specjalnie zagrożeni.
Czy naprawdę nie widzisz problemu jaki powstanie gdy programiści nie będą dostawać odpowiednich pieniędzy za swoją pracę? Tak oni pracują. Są też ludźmi i często poza sobą mają na utrzymaniu rodzinę. Utrzymanie kosztuje. Jeśli będą dostawać mało pieniędzy to po prostu rzucą pracę i zajmą się np. pieczeniem chleba. Zostanie tylko garstka open source'owców. W ten sposób nie powstanie masa dobrego oprogramowania. Będzie tak czy nie?
@Had, otóż ja jestem programistą i absolutnie nie czuję się zagrożony piractwem.
Programista nadal będzie dostawał pieniądze za kodowanie, tyle tylko, że sprzedawca tego oprogramowania będzie musiał zmienić swój model biznesowy - nie będzie pobierał pieniędzy za produkt, tylko za usługę jak np. skuteczne filtrowanie spamu, Battle.Net czy wiele innych "zdalnych" usług w internecie.
Ciekawy artykuł dotyczący praw własności można przeczytać tu: http://mises.org/daily/4630
Zdaję sobie sprawę z tego, że programiści dostosują się do nowych warunków, boję się tylko, że stracą sami klienci. Co z oprogramowaniem typu Photoshop? Rozumiem, że posiadała by go np. jedna firma i zbierała opłaty za dostęp poprzez sieć internetową.
Należy się jeszcze zastanowić nad tym, czy w ten sposób nie ograniczamy wolności twórcy. Sądzę, że jeśli chodzi o prawa autorskie, ogólnie jego zasady są słuszne. Autor sam może wybierać licencję dla swojego dzieła i ma do tego moim zdaniem całkowite prawo. Poza tym czy bez praw autorskich nie byłoby tak, że każdy grafik mógłby "pożyczać" wygląd dla strony tworzonej przez niego zamiast sam się męczyć w tworzenie własnego?
Skoro jak napisałeś każde poprawne rozumowanie powinno być poprawne niezależnie od skali to wyobraźmy sobie, że programiści robiący oprogramowanie w ogóle nie dostają za to kasy, bo wszystko co zrobią jest w 100% piracone? Będą wówczas robić oprogramowanie? Może jacyś opensourcowcy. Nawet jednak tych pewnie będzie mniej, bo całe rzesze opensourcowców rekrutują się z czynnych programistów, którzy na codzień programują rzecz a a wieczorami zajmują się hobby. Gdyby część z nich nigdy wcześniej nie poszła na studia informatyczne (bo to nieopłacalne, wszystko jest w końcu piracone) tylko piekła chleb to obstawiam szansa na to, że zajęliby się robotą opensource byłaby mniejsza.
Maro
Powiedzmy, że zostaje wynaleziona roślina, która jest mocniejsza niż różne chwasty (sama wyprze je ze swojego środowiska) i bardzo dobrze nadaje się do jedzenia. Niech będzie to gatunek truskawki. Nie wymaga nakładów na hodowlę, trzeba tylko iść i brać ile się chce. Nikt nie musi pracować żeby wyprodukować żarcie, ale przede wszystkim nikomu się to nie opłaca. Nie powstają nowe odmiany roślin, stare są niszczone przez szkodniki, choroby i truskawki. Za kilka lat w twoim menu znajduje się: zupa truskawkowa, kompot truskawkowy, kotlety z truskawek, truskawkowe lody, truskawkowe chipsy (jadłem bananowe i jabłkowe - nie polecam), bułka truskawkowa i woda mineralna. Zwykła i truskawkowa.
O ile bez ochrony "własności intelektualnej" każdy miałby swobodny dostęp do dorobku innych, to byłoby zdecydowanie mniej rzeczy, do których chciałby mieć dostęp.
W przypadku artystów dałby się jeszcze zastosować model, który na swoje potrzeby nazywam "zapłaczę-zapłacę".
Problem jest na przykład w przypadku, gdyby ktoś wynalazł lekarstwo na raka - w teorii korzystne jest, żeby wypuścić technologię natychmiast w świat, żeby mogli z niej korzystać wszyscy. Praktycznie JestOdwrotnie. Prawda - wiele osób umrze, bo nie będzie mieć dostępu do tego leku. Tym samym czasie kilku "ktosiów", widząc jak ktoś czerpie niemiłosierne zyski, organizuje dobrym naukowcom kołchozy, w których szukają sposobów na AIDS, miażdżycę, cukrzycę, żylaki, migrenę, zgagę i hemoroidy.
Na przykładzie telewizora: upada przemysł, który za 27 lat produkowałby telewizory 3D, interaktywne lub z rozpoznawaniem gestów. Niestety kosmici mają na stanie tylko zwykłe OLEDy.
Z tym, że ochrona powinna być czasowa, tak, żeby wynalazca dwukliku myszką albo składanej kosy zdążył się wzbogacić na tyle, żeby nie musiał pracować na chleb, ale żeby ludzie mogli w sensownym czasie korzystać z osiągnięcia w sposób nieograniczony.
Uważam, że nikt nie byłby skrzywdzony, gdyby np. "wstążka" z Office'a miała okres ochronny np. 5 lat. Bill swoje złapie, a pozostali mogą poczekać.
Prześlij komentarz